Jak kupić psa rasowego (i nie dać się oszukać)?

Kupno psa rasowego może wydawać się banalne. Zapewniam Cię, że nawet dla osób długo siedzących w kynologicznym środowisku nie jest to łatwe zadanie. Natomiast dla osób świeżych w tym temacie, które dopiero poszukują informacji może okazać się to drogą przez mękę. Począwszy od wielu różnych stowarzyszeń, które nie zawsze są z nami szczere, kończąc na forach, gdzie za zwykłe pytanie ludzie są gotowi Cię ukamienować.
I jestem ja. Ubrana cała na biało wyciągam rękę, by przeprowadzić Cię bezpiecznie przez to małe piekiełko.

Jeżeli stoisz przed trudem zakupu psa rasowego i szukasz pomocy, albo chcesz pomóc komuś i nie masz już siły po raz setny powtarzać tego samego – ten wpis jest dla Ciebie!

Wybór rasy


Przede wszystkim zastanów się, czy rzeczywiście potrzebujesz psa rasowego. Absolutnie nie namawiam Cię do adopcji, choć oczywiście jest to bardzo szlachetne. Natomiast wybierając psa rasowego musisz mieć świadomość, że rasy zostały stworzone w konkretnych celach. I tak border collie będzie bardzo aktywnym psem z predyspozycjami pasterskimi, a beagle będzie cechował się zamiłowaniem do węszenia i pewną niezależnością.
Dlatego decydując się na psa rasowego odłóż swoje preferencje estetyczne na bok. Rozumiem, że husky i jego piękne, błękitne oczy mogą na chwilę zawrócić Ci w głowie, ale czy jesteś w stanie zapewnić mu odpowiednio dużo ruchu? Jeżeli Twoim ulubionym sportem jest netflix & chill, to może lepiej wybrać psa, który podzieli Twoje zainteresowania?

Dlatego nie nastawiaj się na rasę, która po prostu Ci się spodoba wizualnie, albo stała się modna wśród gwiazd, tudzież na instagramie. Shiba i corgi super wyglądają na memach, ale czy aby na pewno to jest pies dla Ciebie? Przeczytaj możliwie jak najwięcej informacji na temat jej charakteru, predyspozycji i wymagań. Oceń obiektywnie swoje możliwości i zadaj sobie pytanie – czy jesteś w stanie sprostać wymaganiom tej właśnie rasy? Rezygnując z psa, któremu nie będziesz w stanie podołać wyświadczysz sobie i jemu przysługę. Pocieszę Cię – jest ponad 400 ras psów. Z pewnością wśród nich znajdziesz swoją bratnią duszę! Dlatego jeżeli kochasz spędzać życie na kanapie – nie bierz huskiego czy border collie, a jeżeli biegasz maratony – buldog francuski może Ci nie dotrzymać kroku.

Pamiętaj, że nie tylko aktywność jest wyznacznikiem tego, czy się dogadacie. Zwróć uwagę na zdrowie rasy i jej temperament. Jeżeli szukasz długowiecznego psiaka, który będzie się cieszył dobrą kondycją przez wiele lat, to olbrzymi molos może Cię rozczarować. A jeśli masz rodzinę z małymi dziećmi, to poszukaj rasy o wysokim progu pobudzenia i z natury łagodnym usposobieniu. To oczywiście nie zdejmie z Twoich barków potrzeby nadzoru i wysiłku wychowania psa, ale z pewnością ułatwi Ci zadanie.

Dlatego czytaj, pytaj, rozmawiaj z hodowcami i wybierz mądrze. Twoja decyzja będzie miała wpływ na Twoje życie przez następne kilkanaście lat!


Jaki rodowód?


W 2012 roku weszło prawo, które miało ułatwić nam życie. Wyszło jak zawsze… Przed 2012 rokiem świat był prosty. Albo się kupowało psa rasowego z rodowodem, albo psa “rasowego” bez rodowodu za 300 zł.
Nowelizacja ustawy sprawiła, że każdy pies rasowy musi mieć rodowód. Miało to uporządkować kwestie rozmnażania psów bez nadzoru. Zaraz po wejściu nowelizacji ustawy w życie zaczęto sprzedawać smycze za 300 zł + piesek gratis, a potem tzw. pseudohodowcy pootwierali swoje stowarzyszenia iiii… się zaczęło. Od tamtej pory nawet psy o wątpliwym pochodzeniu mają wydawane rodowody, a ludzie w ten sposób dają się łatwo nabrać. Nie wspominając już o tym, że cena psów z takim rodowodem poszybowała w górę.

Dlaczego unikać rodowodów z takich stowarzyszeń?

Umówmy się, pseudohodowca to nie tylko osoba, która trzyma psy w skandalicznych warunkach i o nie nie dba. To również osoba, która wykazuje się wysokim stopniem ignorancji rozmnażając psy, o których pochodzeniu nie ma zielonego pojęcia. Nie zagwarantuje Ci wtedy, że przodkowie psów, które rozmnaża na pewno są czystej rasy (a nie tylko podobne). Ani, że nie mają jakiejś przypadkowej domieszki, która może wyjść z następnym pokoleniu. Nie wie nawet, jakie choroby typowe dla rasy występowały w poprzednich pokoleniach, o ile w ogóle zdaje sobie z tego sprawę i zaprząta tym głowę. W zasadzie nie dostajesz żadnej gwarancji, że “hodowca” nie chce Cię oszukać.

Niecałe dwa lata temu zadzwonił do mnie brat i zapytał, czy mam trochę wolnego czasu. Postanowił kupić labradora i zaczął jeździć po “hodowlach” w całym województwie. Po kilku nieudanych próbach zakupu psa z miejsc, które nawet jego odstraszyły postanowił zadzwonić do mnie. Nieświadoma wsiadłam z nim w auto i pojechaliśmy do kolejnej hodowli z którą był umówiony. Gdy dotarliśmy na miejsce moim oczom ukazał się ładny, zadbany dom a w drzwiach powitała nas sympatyczna pani.

Szybko zweryfikowałam, że to nie jest hodowla ZKWP. Gdy zapytałam o rodowody, otrzymałam jeden dokument psa podstemplowany przez nieznany mi związek z praktycznie pustymi rubrykami w rodowodzie. Dokumentu drugiego rodzica pani nie mogła znaleźć. Zapytałam o badania stawów, bo to bardzo ważne przy zakupie labradora. Pani poczerwieniała i zaczęła się gorączkowo tłumaczyć, że nie wie gdzie je ma, ale że są i pieski są zdrowe. Po dłuższej chwili dała mi jaskrawo zieloną kartkę, na której czcionką typu comic sans było wystawione zaświadczenie, że psy mają zdrowe stawy. Nie było napisane, w jakim stopniu stawy są czyste (dopuszczalne stawy to HD A, B, w niektórych wypadkach C). Zaświadczenie było wystawione przez weterynarza, który najprawdopodobniej nie miał nawet kompetencji do wystawiania takich zaświadczeń.


W pokoju było mnóstwo miniaturowych psów podobnych do pinczerów poupychanych w klatkach. Było czysto.
Co do samego szczeniaka, cóż… ewidentnie był pierwszy raz w domu. Pani usilnie sadzała go na fotelu, próbowała zachęcić do zabawy. Szczenię było przestraszone, wycofane, miało ogon podkulony pod siebie i uszy położone po sobie. Nie było szans, by nawiązać z nim kontakt.

Na koniec poprosiłam o pokazanie rodziców. Ta prośba była dla pani zaskoczeniem. Jej mąż kazał nam zostać przed domem, a sam pokierował się za dom i po chwili przybiegły dwa radosne, szalone labradory. Nie wyglądały źle. Były w przyzwoitej kondycji. Suka była zdecydowanie za młoda na pierwszy miot, miała na oko rok, maksymalnie półtora. Podejrzewam, że została pokryta przy pierwszej cieczce. Psy bardzo wyraźnie były spragnione kontaktu z człowiekiem i brakowało im ruchu i zajęcia.

Mojemu bratu serce zabiło mocniej. Szczeniak nie był najpiękniejszy, widziałam kilka wad anatomicznych. Był jednak małą, czekoladową kulką która mogła podziałać na emocje. Przekonałam go jednak, że kupowanie psa z tego miejsca nie jest najlepszym pomysł. Właścicielka “hodowli” była niepocieszona, że poświęciła nam tyle czasu na marne.

Tydzień później pojechaliśmy do hodowli labradorów w Łodzi, którą ja znalazłam. Mój brat zakupił uroczą, puchatą, złotą kulkę z rodowodem FCI. Hodowczyni była przesympatyczna, na nasz przyjazd miała naszykowane wszystkie dokumenty rodziców, w tym wyniki badań. Cena pieska była taka sama jak tego z wątpliwym rodowodem. Mimo, że nakład pracy jaki pani z drugiej hodowli włożyła w przyjście na świat szczeniaków był o wiele większy.

Hodowla psów to przede wszystkim pasja. Prawdziwy hodowca dba o czystość linii i zdrowie rasy, którą hoduje. Z założenia hodowla powinna opierać się na ulepszaniu rasy i rozmnażaniu zdrowych, prawidłowo zbudowanych, zgodnych ze wzorcem i zrównoważonych osobników.
To nie jest próżność, to działanie dla dobra rasy i zachowania ich cech szczególnych. Te cechy czynią każdą rasę wyjątkową. Tymi cechami jest nie tylko wygląd, ale też charakter.

3 stycznia 2019 r. Posłowie wnieśli autopoprawkę do pierwotnego projektu. Zgodnie z tą autopoprawką proponuje się, aby za psa rasowego uznawać psa wpisanego do Polskiej Księgi Rodowodowej Związku Kynologicznego w Polsce bądź do zagranicznego rejestru uznawanego przez ten Związek.

Źródło: https://ilawyer.nazwa.pl/wordpress/wpn_zkwp/index.php/prawo-lobbing/definicja-psa-rasowego-w-prawie-polskim/


Zatem jaki rodowód i dlaczego akurat ZKWP?


Żeby hodowca mógł rozmnożyć psa będąc członkiem ZKWP czyli Związku Kynologicznego w Polsce musi spełnić kilka warunków. Przede wszystkim posiadać psa z rodowodem ZKWP. Żeby tak się stało przodkowie tego psa także muszą mieć taki rodowód i być wpisanymi do PKR, czyli Polskiej Księgi Rodowodowej. Dzięki temu masz możliwość prześledzenia jego linii wiele pokoleń wstecz, a w samym rodowodzie swojego przyszłego psa znajdziesz m.in. osiągnięcia przodków, stopień ich wyszkolenia, czy wyniki wymaganych przez związek badań.

Musisz wiedzieć, że Związek Kynologiczny w Polsce to organizacja, która powstała w Polsce 1938 roku. Podlega do FCI, czyli belgijskiej Fédération Cynologique Internationale – to największa, międzynarodowa organizacja zrzeszająca organizacje kynologiczne z całego świata.

Międzynarodowa Federacja Kynologiczna (FCIFédération Cynologique Internationale) mająca siedzibę w Thuin w Belgii – nadrzędna jednostka dla głównych organizacji kynologicznych w Europie, Azji, Afryce, Ameryce Środkowej, Ameryce Południowej, Australii, Nowej Zelandii. Państwami nienależącymi do FCI są między innymi Albania, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Nie należy mylić z Federación Canina Internacional (F.C.I.).

FCI zrzesza członków i tzw. partnerów kontraktowych. Posiada szereg struktur wewnętrznych – np. Komisję Standardów (wzorców), zajmujących się opracowywaniem i kodyfikacją Wzorców FCI (standardów FCI) – szczegółowymi opisami cech danej rasy psów z podaniem numeru, pod którym występuje ona w rejestrach FCI (jednakże nie wszystkie rasy posiadają wzorce zatwierdzone przez FCI – są to tzw. „rasy nieuznawane”). FCI patronuje także Międzynarodowym Wystawom Psów Rasowych w krajach członkowskich, zawodom agility i innym przedsięwzięciom z udziałem psów rasowych. Prowadzi repertorium hodowli psów rasowych.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Międzynarodowa_Federacja_Kynologiczna


Rodowód to nie jedyny warunek, który musi spełnić pies rasowy, by móc mieć potomstwo.
W celu zweryfikowania jego wartości hodowlanej, hodowca zobowiązany jest do odbycia minimum trzech wystaw z wynikiem bardzo dobrym – dla suki; i doskonałym – dla psa. Nie jest natomiast powiedziane, że wystarczą wymagane minimum trzy wystawy, by taki wynik uzyskać. Podczas wystaw wykwalifikowany do tego sędzia kynologiczny ocenia budowę psa, jego kondycję, szatę, ruch. Sprawdza, czy pies ma pełne uzębienie, w wypadku samców czy ma oba jądra. Jeżeli pies wykazuje znaczne odstępstwa od wzorca lub jakieś wady, albo jego charakter odbiega znacząco od przyjętej normy – zostaje zdyskwalifikowany. Wystawy w pewnym stopniu pomagają zweryfikować, czy pies jest wystarczająco wartościowym przedstawicielem rasy i nadaje się do rozmnażania.

Wzór metryki wydawanej przez ZKWP, na podstawie której można wyrobić rodowód.
Źródło –https://www.zkwp.eslupsk.pl/informacje_oddzialowe,zanim_kupisz_psa_z_hodowli.html


Oprócz tego niektóre rasy podlegają próbom pracy i testom psychicznym, ale to już temat na osobny wpis. Ponadto, jak już wspominałam wcześniej, w rodowodzie możesz zobaczyć wyniki badań przodków. W dalszej części wpisu dowiesz się, o co chodzi z tymi badaniami i dlaczego to takie ważne.

Gdy szczenięta przyjdą na świat, muszą przejść obowiązkowy przegląd miotu. Odpowiednie, oddelegowane do tej roli osoby sprawdzają ich kondycję, uzębienie, u samców czy zeszły im oba jądra i notują to na karcie przeglądu miotu. Odbywa się to w domu hodowcy, lub w siedzibie oddziału ZKWP. Przed opuszczeniem hodowli otrzymają metryki, na podstawie których można wyrobić psu rodowód w najbliższym oddziale związku kynologicznego. Nie jest to obowiązkowe. Jeżeli nie planujesz wystawiać ani rozmnażać potem psa, nie musisz tego robić. Ja mimo braku planów wystawowo – hodowlanych wyrobiłam moim psom rodowody, żeby je po prostu mieć.

Rodowód Larego


Zatem jak widzisz, hodowanie psów rasowych to nie taka prosta sprawa. Wymaga ogromnego wysiłku i nakładu pracy ze strony hodowcy, a potencjalni rodzice Twojego przyszłego szczeniaka są wnikliwie sprawdzani.

Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się w innych organizacjach, zwłaszcza tych, które powstały jak grzyby po deszczu po 1 stycznia 2012 roku. Tam wymagania nie są tak wyśrubowane. Zazwyczaj wystarczy mieć psa, który przypomina daną rasę, a następnie wysłać do organizacji jego zdjęcie i wydrukować wzór rodowodu na domowej drukarce. Jeżeli nie znamy przodków takiego psa, wystarczy wpisać w odpowiednie rubryki “NN” i voilà! Mamy psa rasowego. Zdrowie, badania, wzorzec, psychika nie są ważne. Można prowadzić hodowlę i rozmnażać z psem sąsiada. To łatwy i szybki zarobek. Ty natomiast nie masz żadnej gwarancji, co z takiego szczeniaka wyrośnie.

Wyjątki

Są oczywiście wyjątki. FCI, a zarazem ZKWP honorują na zasadzie wzajemności rodowody wydawane przez AKC (American Kennel Club), czyli organizację działającą na terenie Stanów Zjednoczonych. Kolejną, nie zrzeszoną w FCI organizacją jest Kennel Club in the United Kingdom – KC działający w Wielkiej Brytanii, której rodowody również są honorowane.
Są również mniejsze organizacje, których rodowody akceptuje FCI. Jest to np. ISDS czyli International Sheep Dog Society zrzeszająca jedynie hodowców rasy border collie, a w zasadzie to working sheepdog. Co ciekawe, FCI honoruje rodowody ISDS, natomiast ISDS niechętnie honoruje psy z rodowodem jedynie FCI. Wynika to z faktu, że wartością nadrzędną organizacji jest użytkowość rasy, a nie jej uroda.

Podsumowując

Wybór organizacji, z której wybierzemy psa to dosyć prosta sprawa. Wybierając psa z organizacji zrzeszonej w FCI masz pewność, że wybierasz psa rasowego. Niestety niezbyt udana nowelizacja ustawy w 2012 roku to zadanie utrudniła i zmyliła wiele osób. Wciąż zgłaszają się do oddziałów związku kynologicznego osoby z dokumentami udającymi rodowody, chcące zgłosić psa na wystawę lub założyć hodowlę. Niestety są wtedy odsyłane z kwitkiem. Nie popełnij tego błędu i nie daj się nabrać. Jeżeli masz wątpliwości co do hodowli, zadzwoń do oddziału związku i poproś o informację, czy taka hodowla jest w rejestrze.

Zdrowie


W życiu zdrowie jest najważniejsze! Nie bez powodu życzenia rozpoczyna się od “dużo zdrowia…”. Podobnie rzecz przedstawia się w wypadku zakupu psa rasowego. Cóż Ci po pięknym wyglądzie, wspaniałym rodowodzie, czy sukcesach wystawowych, kiedy przyjdzie Ci borykać się z chorobą podopiecznego?

Są mniej i bardziej zdrowe rasy. Nie ma reguły. No może jest, ale to temat na kolejny wpis. Nie mniej jednak w niemal każdej rasie występuje ryzyko konkretnych chorób. Hodowcy starają się je zminimalizować poprzez wcześniejszą diagnostykę i eliminację z dalszej hodowli psów, u których problemy ze zdrowiem wystąpiły.

Każda rasa ma swoją listę dolegliwości. Zanim zdecydujesz się na zakup psa danej rasy sprawdź wcześniej jakie są to choroby, czy są na nie odpowiednie badania (niestety nie wszystkie można wcześniej zdiagnozować) i czy hodowla którą masz zamiar wybrać taką diagnostykę prowadzi. Przykładowo, bardzo popularne teraz rasy brachycefaliczne czyli m.in. buldożki francuskie i mopsy mają ogromne problemy ze zwężeniem nozdrzy przednich (co utrudnia im wdychanie powietrza), wydłużonym żagielkiem podniebiennym, który zbyt długi wpada do światła krtani powodując duszność, czy wadami rozwojowymi chrząstek krtaniowych. Musisz wiedzieć, że rasy z krótkimi kufami nie należą do najzdrowszych i padły ofiarami tzw. przerasowienia. Ich przesadzony eksterier doprowadził do znacznych ograniczeń fizycznych spowodowanych wyżej wymienionymi problemami.
Bez względu na jaką rasę się zdecydujesz, musisz uzbroić się w wiedzę z zakresu przypadłości na jakie cierpi i wymagać od hodowcy odpowiednich badań, jeżeli takie oczywiście są dostępne.

ZKWP wymaga zbadania psów przed ich rozmnożeniem niestety tylko na niewielką część występujących chorób. Większość badań jest dobrowolna i wynika z dbania o dobro psów przez hodowcę. Dlatego dobrego hodowcę poznasz m.in. po tym, że bada swoje psy bez względu na to, czy badanie jest od obowiązkowe, czy też nie. Niektóre kluby ras utworzone pod sztandarem ZKWP narzucają na swoim członkom wykonywanie szerszej diagnostyki.

Im bardziej popularna rasa, tym więcej problemów zdrowotnych można w niej spotkać. Wynika to z tego, że wiele osób w wyniku chwilowej mody i słomianego zapału zabrało się za hodowlę. Nie mając do tego celu odpowiedniej wiedzy i przygotowania, lub kierowani chęcią szybkiego zysku przymykali na pewne problemy oko. Dlatego wybierając hodowlę sprawdź, czy hodowca jest rzetelny, bada swoich podopiecznych i czy jest w stanie pokazać Ci całą dokumentację badań swoich psów. Większość hodowców przekazując szczeniaka, do jego metryki dołącza teczkę ze skanami badań jego rodziców.

Musisz wiedzieć, że przebadani rodzice nie zapewnią Ci 100% pewności, że Twój pies będzie zdrowy. Wiele chorób, na które aktualnie są dostępne testy genetyczne są w stanie z niemal 100% pewnością wykluczyć osobniki chore i wskazać nosicieli, dzięki czemu hodowca jest w stanie dobrać psy tak, by choroba się nie ujawniła w kolejnym pokoleniu. Natomiast są schorzenia, jak dysplazja, OCD czy epilepsja, które mimo największych starań czasem mogą się ujawnić. Niestety wynika to często z tego, że nie wszyscy są szczerzy i zdarzają się zatajane przypadki choroby w danej linii.

Tutaj znajdziesz listę lekarzy weterynarii upoważnionych przez Związek Kynologiczny w Polsce do odczytywania zdjęć rentgenowskich układu chrzęstno-kostnego.


Wybór hodowli


Hodowca to taka osoba, której powierzasz ogromne zaufanie. Na hodowcy spoczywa ciężar dobrania odpowiedniej pary, opieki nad suką w ciąży i odchowania zdrowych, fajnych szczeniaków. Twój szczeniak spędzi najbliższe minimum 8 tygodni w hodowli, gdzie będzie uczył się jak być psem, poznawał nowe dźwięki, smaki, zapachy, faktury i po prostu będzie się rozwijał. To bardzo ważne w jakich warunkach to będzie się odbywało. Pierwsze doświadczenia szczeniaka są niesamowicie ważne i będą miały duży wpływ na jego całe życie.

Dlatego odstaw na chwilę emocje na bok, nie daj się uwieść pięknym zdjęciom czy bogatym opisom. Postaw się na chwilę w roli wywiadowcy KGB i prześwietl hodowlę najlepiej jak się da.

Porozmawiaj z hodowcą, wypytaj go o psy. Dobry hodowca będzie miał wiele do powiedzenia na temat każdego ze swoich psów. Zapytaj o to jak je szkoli, czym karmi i dlaczego zdecydował się na takie, a nie inne krycie. Powinien z łatwością Ci powiedzieć czego spodziewa się po przyszłych szczeniakach. Dobre hodowle nie robią przypadkowych kryć, dlatego hodowca nie powinien być zaskoczony takim pytaniem i będzie miał na nie wyczerpującą odpowiedź.

Koniecznie wypytaj o zdrowie i zapytaj o badania rodziców. Jeżeli dobrze odrobisz lekcję, to będziesz wiedzieć jakie badania powinni mieć rodzice szczeniaków. Hodowca nie powinien mieć problemu z powiedzeniem o badaniach, czy pokazaniem skanów wyników. Natomiast jeżeli będzie miał z tym problem, to powinna zapalić Ci się czerwona lampka. Być może jakiś nie zrobił albo co gorsza – ma coś do ukrycia. Wtedy musisz się zastanowić, czy nie lepiej szukać dalej wymarzonego szczeniaka.

Jeżeli rozmowa z hodowcą się powiedzie, dobrze jest go wcześniej odwiedzić i zobaczyć warunki w jakich trzyma psy. To bardzo ważne gdzie będą wychowywały się szczeniaki. Psy powinny być zadbane, umiarkowanie czyste (wiadomo, że brudny pies to szczęśliwy pies, więc niech brudne łapy Cię nie zniechęcą!), a ich sierść powinna wyglądać zdrowo. Wielu pseudohodowców wprowadza psy (i szczenięta na sprzedaż) do domu na czas wizyty. Poznasz to po zachowaniu psa w domu – pies na co dzień trzymany poza domem będzie w pomieszczeniu niespokojny i obwąchiwał kąty. Nie będzie potrafił znaleźć sobie miejsca z prostej przyczyny – bo go tam nie ma. Może stać przy drzwiach i czekać na wyjście. Może się trochę bać i być wycofany. Jego sierść może być przebarwiona od słońca, sucha i matowa. Oceń jego kondycję – czy wygląda zdrowo? Czy nie jest za chudy? Czy nie jest za bardzo przestraszony i wycofany?

Oczywiście są hodowcy trzymający swoje psy w kojcach, dotyczy o zwłaszcza ras stróżujących lub dużych hodowli. Wtedy nikt nie będzie przed Wami tego faktu ukrywał i pokaże kojce, w których przebywają psy. Powinny być one czyste, zadbane i dobrze odkarmione, no i oczywiście powinny mieć stały dostęp do świeżej wody.

Dla wielu hodowców nowi opiekunowie ich szczeniąt są częścią rodziny. Praca hodowcy nie kończy się na opuszczeniu domu przez szczeniaka. Dobry hodowca pozostanie w kontakcie z opiekunami szczeniąt tak długo, jak będzie potrzeba i będzie służył radą. Hodowca może oczekiwać od nabywcy informacji na temat dalszych losów szczeniaka. Zdarza się, że ludzie mają kontakt z hodowcą przez całe życie psa. Dzięki temu hodowca wie o występujących chorobach czy innych problemach w linii i jest bardziej świadomy tego, co hoduje.

Większość hodowli wymaga podpisania umowy kupna – sprzedaży przed nabyciem psa. Hodowca powinien pokazać Ci ją wcześniej. Dzięki temu poznasz warunki zakupu szczeniaka i możesz zdecydować, czy Ci one odpowiadają. W klasycznej umowie kupna – sprzedaży znajdziesz listę swoich praw i obowiązków względem psa, oraz praw i obowiązków hodowcy. Może znaleźć się punkt o obowiązkowym badaniu np. na dysplazję do określonego przez hodowcę miesiąca życia i wysłania do niego wyników. To pozwala hodowcy na monitorowanie zdrowia w linii i bardzo dobrze o nim świadczy. Wielu hodowców zapisuje sobie prawo do pierwokupu psa. Jeżeli z jakiś przyczyn opiekun będzie zmuszony oddać lub sprzedać psa, hodowca ma prawo do pierwszeństwa lub po prostu pomoże w znalezieniu psu odpowiedniego domu.

Przykłady takich umów znajdziesz w internecie.

Pamiętaj, że pseudohodowcy zdarzają się również w strukturach ZKWP. Patologie pojawiają się wszędzie. Dlatego wybór organizacji w której hodowla jest zarejestrowana nie zwalnia Cię z obowiązku prześwietlenia hodowli. Niestety, pseudohodowle często bardzo sprawnie się kryją z tym, w jakich warunkach trzymają psy i zręcznie oszukują ludzi. Dlatego zalecam czujność!

Rozmawiaj z ludźmi, poznaj psy


Wiedza teoretyczna i kontakt z hodowcą to jedno, opinie ludzi to drugie. Oczywiście złap zdrowy dystans i nie bierz ich za bardzo do siebie. Świat huczy od plotek. Zanim zakupisz szczeniaka zasięgnij trochę “wiedzy ludowej” i dowiedz się, co w trawie piszczy. Dołącz do jakiejś grupy dyskusyjnej na facebooku – zapewniam Cię, niemal każda rasa już taką posiada. Tam poznasz nie tylko hodowców, ale i miłośników rasy i odkryjesz prawdziwą kopalnię wiedzy. Dowiesz się tam o rasie tego, czego nie napisali w żadnym poradniku. Będziesz mieć możliwość porozmawiania z ludźmi, którzy mają już jakąś wiedzę i doświadczenie.
Na grupach nie zawsze bywa miło, nowi członkowie bywają odbierani różnie. Każda niewielka społeczność z początku może wydawać się nieco hermetyczna i mało przyjazna dla nowego użytkownika. Nie zrażaj się. Zanim zadasz pytanie, użyj opcji “szukaj” i sprawdź, czy to pytanie nie było zadane już setki razy i nie ma na nie setek odpowiedzi. Czytaj, dowiaduj się, chłoń wiedzę.

Postaraj się znaleźć właścicieli psów z hodowli, którą masz na oku.
Porozmawiaj z nimi prywatnie, w ten sposób z pewnością dowiesz się więcej niż na forum. Zapytaj o zdrowie psów, ich charakter i czy są zadowoleni z kontaktu z hodowcą. Czy kupiliby szczeniaka ponownie z tej samej hodowli?

Jeżeli masz okazję poznać psy z hodowli, albo co lepsze – szczeniaki po potencjalnych rodzicach, po których Ty też chcesz wziąć malucha, zrób to! Najwięcej możesz się dowiedzieć o potencjalnym charakterze i wyglądzie Twojego przyszłego psa poznając psy z poprzednich miotów. Gdzie je możesz poznać? Na wystawach, zawodach, wszelkich zlotach miłośników rasy, albo po prostu się z nimi umówić na spacer. Wiedzę na ten temat zaczerpniesz oczywiście na grupach 😉

Podsumowując


Kupno psa może nie jest łatwą sprawą, ale musisz mieć świadomość, że to decyzja na kilkanaście lat Twojego życia. Jeżeli odrobisz lekcję i spędzisz nad tym odpowiednio dużo czasu, zwróci Ci się to z nawiązką.

Zaskakujące jest to, że ludzie często więcej uwagi poświęcają wyborowi nowego telefonu lub telewizora, niż wyborowi psa. Czytają parametry, specyfikację, znajdują porównania sprzętu. Kupując psa stajesz w obliczu wyboru żywej istoty, przyjaciela na całe życie. Być może nie zdajesz sobie na tym etapie jeszcze z tego sprawy, ale w grę wchodzą nie tylko koszty finansowe, ale i emocjonalne.

Nie podejmuj decyzji pochopnie. Daj sobie czas na mądry wybór. To może potrwać miesiąc, pół roku albo rok. Jeżeli przez ten czas nie minie Ci zapał – będziesz mieć pewność że to odpowiednia decyzja. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę Ci powodzenia w zakupie wymarzonego psa rasowego!

Wspomnienie Larego

Gdyby Lary był pojazdem, byłby czołgiem. Ale w dziale zamiast amunicji miałby brokat i watę cukrową, bo był tak słodkim i uroczym stworzeniem. Urodził się w 2008 roku i był ze mną niemal 10 lat. Zabrakło nam miesiąca do świętowania urodzin.

Lary, Laryszard, Laleczka, a przede wszystkim Jajo… przesympatyczny, żółty labrador, jak z filmów Disneya. Stworzenie całkowicie bezpretensjonalne, pogodne, radosne i zawsze szczęśliwe, bez względu na miejsce i sytuację. Prawdziwy przyjaciel, kompan, stróż. Choć był łagodny jak baranek, udowodnił mi kilka razy w życiu, że nie pozwoliłby mnie skrzywdzić. Jedną taką sytuacją byli robotnicy, którzy kiedyś w niewybredny sposób komentowali moją urodę i zaczęli gwizdać. Lary wtedy cały się zjeżył, uniósł do góry ogon i z groźnym warkotem minął ich przy mojej nodze. Czułam się przy nim bezpiecznie, choć sama zawsze byłam gotowa go bronić.



Był inspiracją tego bloga i zawsze będzie jego duchem. Był moją labRADOŚCIĄ, a czasem labraDOŚĆią. Jego szare komórki były z betonu i czasem ciężko było się przez nie przebić, ale to nie ma już znaczenia, bo pokochałam go z całym arsenałem jego wad. Jego oczy na widok jedzenia zamieniały się w szkliste trójkąty a’la illuminati, a gdy miałam w ręku dla niego coś do jedzenia kulił uszy, jego oczy stawały się wielkie i błyszczące tak, że wyglądał jak młoda foka. Wyobraźcie sobie ten widok – mała głowa, skulone, niemal niewidoczne uszy, ogromne, brązowe oczy i tłuściutki tułów.
Był niczym nie zmąconą taflą jeziora. Niczego się nie bał, nic nie potrafiło go wzburzyć, choć w towarzystwie psów uwielbiał zgrywać ważniaka i twardziela.
Był moim cieniem. Nie był może w tym zbyt profesjonalny, bo o prawdziwy cień się nie potykam robiąc krok wstecz lub odwracając się, ale nikt przecież nie mógł mu zabronić mu bycia cieniem-amatorem.
Każdemu był przyjacielem. Czuły się bezpiecznie i komfortowo przy nim zarówno koty, dzieci jak i ludzie psio-sceptyczni. Po prostu roztaczał wokół siebie aurę poczciwego, nienarzucającego się kumpla, który zawsze odwdzięczy się za okazaną mu życzliwość.
Był typowym labradorem – twardym, upartym, żarłocznym. Te wszystkie na pozór niekorzystne cechy ubrane były w urocze i dobroduszne usposobienie. Lary nigdy nie miał złego dnia, na życie patrzył przez różowe okulary, a jego ogon był zawsze w ruchu. Czasem tylko trochę mocniej, wtedy ten tryb nazywaliśmy „śmigiełkiem”, bo zataczał nim koła w powietrzu.



Kochał wodę, uwielbiał pływać. Potrafił sam sobie rzucać do niej zabawki tylko po to, by po chwili je wyławiać. Na początku jego przygody z pływaniem musiałam wpuszczać go do wody na długiej linie, by móc go z powrotem odholować. Nie bardzo chciał z niej wychodzić, a ja potwornie się bałam, że się w końcu utopi. Całe szczęście podczas następnego sezonu lina była już zbędna, bo Lary nauczył się dobijać do brzegu z własnej woli.
Równie mocno kochał jedzenie. Gdy musiał przyjąć jakieś leki, a przyjmował ich w pewnym momencie sporo, wystarczyło rzucić mu tabletkę i łykał ją w locie bez zastanowienia. Gdy przychodziło nauczyć go nowej sztuczki, nie mógł się na niej skupić, bo tak pragnął nagrody. Kiedyś połknął grubego serdelka. Tak zachłannie go chwycił, że tylko było słychać krótkie zassanie, chlupnięcie, a następnie serdelek w niewyjaśnionych dla Larego okolicznościach zniknął. Był w takim samym szoku co my i widocznie rozczarowany, bo nie poczuł smaku. Nikt z nas się nie spodziewał takiego obrotu spraw.

Z wiekiem przestał być miłośnikiem spacerów. Ze mną co prawda rzadko stosował sztuczki, bo starałam się zapewnić mu atrakcje i wiedział, że cwaniakowanie nie przejdzie. Natomiast gdy wychodził z kimś innym, szybko załatwiał swoje potrzeby, łapał za smycz i siłą zaciągał delikwenta do domu. Zwłaszcza, gdy na horyzoncie było widmo zbliżającego się posiłku – śniadania albo kolacji. Nie dało się go oszukać w tych sprawach.

Był też kolekcjonerem kasztanów. Traktował to zajęcie bardzo poważnie. Gdy tylko nadchodziła jesień, Lary niemal obsesyjnie zbierał kasztany. Na moje nieszczęście wszystkie pobliskie ulice były obsadzone właśnie kasztanowcami. Lary miał bardzo sprecyzowane oczekiwania względem obiektów mających znaleźć się w jego kolekcji. Nie powiem wam jakie, bo nie mam pojęcia jakimi kryteriami się kierował, ale potrafił długo w nich przebierać, wybierać a nawet wymieniać, jeżeli znalazł lepszy kasztan od tego, w którego był posiadaniu. Z biegiem lat jego warsztat się doskonalił. Z początku podejmował jeden, góra dwa kasztany, potem rekordowo potrafił złapać ich sześć. Wszystkie przynosił do domu i wypluwał w przedpokoju. Ja je zbierałam i odkładałam do specjalnego koszyka. Dziś na jego grobie stoi słój z kasztanami, które dla niego uzbierałam tej jesieni. Były dla niego naprawdę bardzo ważne.


Był stworzeniem niezwykle towarzyskim. Miał swoich psich i ludzkich przyjaciół. Zdobywał ich naturalnie za sprawą swojego niekwestionowanego uroku osobistego. Latem zbierałam go na plotki z przyjaciółką i pizzę w ogródku – zawsze dostawał brzegi. Potrafił się również zachować w restauracjach jeżeli znaleźliśmy taką, która nas przyjęła. Towarzyszył mi również w studenckich wypadach do pubów, gdzie od znajomej barmanki dostawał szynkę do tostów. Chodził również do liceum, pomagając zbierać pieniądze na schronisko, a także na zajęcia na studiach, bo miał fanki również wśród wykładowczyń. To zabawne, ale moja jedna wykładowczyni pomagała go przemycić na wydział tak, by nie widziała go ochrona. W tym celu cała grupa zasłaniała go i przemykaliśmy na piętro.

Zdarzyło mi się kiedyś przebiec z nim na czerwonym świetle, i pechowo dostrzegła to policja. Zawołali nas do radiowozu. Lary wtedy wskoczył przednimi łapami opierając się o otwarte okno radiowozu i wsadził uśmiechnięty łeb do środka by się przywitać. Skończyło się na pouczeniu 🙂 Lary bardzo lubił jeździć samochodami. Wskoczył kiedyś do auta kobiecie, która się obok nas zatrzymała i otworzyła drzwi, żeby zapytać o drogę. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw i bardzo ją to rozbawiło.

Zresztą, urok Larego nie raz bardzo nam pomógł, bo Lary często stawiał mnie w żenujących sytuacjach. Na przykład kiedyś mijaliśmy Biedronkę, Lary człapał bez smyczy i nie było szans bym przewidziała, co zaraz się wydarzy. Otóż, że sklepu wyszła mała dziewczynka wraz z mamą, na oko 2-3 letnia. Była idealnie wzrostu Larego, a w dłoniach trzymała bułkę. Lary bardzo spokojnie, bez skrępowania do niej podszedł, radośnie zamerdał ogonem i wyjął jej z rączek bułkę a następnie na oczach dziecka i matki ją spałaszował. Myślałam, że spłonę ze wstydu. Przysięgam – gdybym nie miała wtedy smyczy w dłoniach, po prostu bym go tam zostawiła i uciekła. Dziecko oczywiście się rozpłakało, ja miałam ochotę zacząć płakać razem z nim. Na szczęście pani Mama (którą pragnę tutaj serdecznie pozdrowić) roześmiała się i zaczęła tłumaczyć dziecku, że nic wielkiego się nie stało. Zaproponowałam odkupienie bułki, ale nie chciała. Skończyło się na pogłaskaniu złodzieja.

Mam z Larym mnóstwo przygód, historii i anegdot. Bardzo się boję, że kiedyś o nich zapomnę, że wylecą mi z głowy i je stracę. Boję się, że zapomnę szczegółów jego wyglądu, tego jak pachniał, jaką miał w dotyku sierść, jak to było go przytulać czy jak się witał rano, gdy jeszcze spałam (soczystym buziakiem prosto w twarz i w ten sposób mnie budził). Albo jak całą noc spał wtulony w moje nogi i przez wiele lat spałam nie zmieniając pozycji, bo nie miałam siły go unieść i się przekręcić i że totalnie mi to nie przeszkadzało.



Gdy zbliżała się rocznica jego śmierci miałam sen. To był naprawdę wspaniały sen. Jeden z tych snów, które mieszają się z jawą. Śniło mi się, że do mnie przyszedł. Znalazł mnie, mimo że byłam strasznie daleko od domu – w Białowieży. Poszliśmy na spacer, naszymi wydeptanymi ścieżkami spacerowymi wokół domu. Potem wróciliśmy do domku, w którym nocowałam. Położył się między mną, a moim chłopakiem Krystianem i wtulił się we mnie tak, jak zwykliśmy się tulić. Głowę trzymał na moim ramieniu, wydychając wilgotne powietrze na moją szyję i jakież to było realne uczucie! Czułam to jak wtedy, gdy był. Gładziłam go po plecach, głowie i uszach i przysięgam, doskonale czułam pod palcami zmieniającą się fakturę jego sierści – sztywną na plecach i mięciutką na głowie i uszach. W pewnym momencie, gdy zaczęłam się wybudzać powiedziałam do niego “Lary, musisz już iść”. Zeskoczył wtedy z łóżka i zniknął w drzwiach. Obudziłam się zdruzgotana.

Lary zmarł 9go sierpnia 2018 roku w nocy. Do dzisiaj nie wiemy co dokładnie było przyczyną tych wszystkich strasznych problemów zdrowotnych, jakie pod koniec życia go dotknęły. Ostatni tydzień spędziłam poświęcając mu każdą minutę, choć niestety większość z tych minut spędziliśmy pod kroplówkami. Zabrakło mu miesiąca i jednego dnia do skończenia 10 urodzin. Odchodził mając wokół siebie swoją rodzinę i przyjaciół, którzy nie zostawili nas w tych chwilach samych i dali nam ogromne wsparcie. Potem składali mnie do kupy, gdy byłam w rozsypce po stracie. Został pochowany na cmentarzu dla zwierząt. Często go odwiedzamy.

Tu nie będzie czarno-białych zdjęć. Takiego go zapamiętam:




Miasto i psy – dyskusja o obecności psów w przestrzeni miejskiej

We wtorek 1 lipca o godzinie 18 w Niebostanie odbyło się spotkanie, którego celem była dyskusja na temat obecności psów w przestrzeni miejskiej. Nie bez powodu spotkanie miało miejsce akurat 1 lipca.
Tego dnia jest obchodzony światowy Dzień Psa, a także Dzień
Architektury. Wraz z Larym wybraliśmy się na spotkanie, które
poprowadziła Gabriela Jarzębowska z fundacji Bios Amigos.

Wydarzenie niewątpliwie dla nas, łodzian było czymś nowym ponieważ niewiele w tej kwestii dzieje się w naszym mieście.

Rozczarowała mnie trochę słaba frekwencja osób biorących udział w spotkaniu. Miałam nadzieję na większą liczbę psiarzy zainteresowanych
podjęciem dyskusji na temat psów w przestrzeni miejskiej. Było nas
mało, ale osoby obecne aktywnie dyskutowały i pojawiały się różne
ciekawe pomysły na rozwiązanie niektórych problemów występujących
w mieście.   Przewinęły się takie tematy jak problem psich kup, wybiegi, toalety i parki dla psów, jak rozwiązać problem nieświadomości psiarzy i braku psiego wychowania, a także z jakimi problemami spotykają się
łódzcy psiarze i czy miasto jest dla nich przyjazne.

Osobiście nie jestem zwolenniczką powstawania psich parków. Przede wszystkim uważam, że za bardzo ograniczają psom przestrzeń, są za małe a w Łodzi nie ma miejsca na porządny, duży psi wybieg. Mała przestrzeń wypełniona psami prowokuje również konflikty między nimi i utrudnia nam uniknięcie ich. Obawiam się również, że pojawiające się psie wybiegi jeszcze bardziej zniechęcą zwykłych śmiertelników do psiarzy i tym samym ograniczą nam swobodę.
Pojawił się jednak pomysł oznaczenia miejsc tabliczką, która informowałaby o możliwości puszczenia luzem psa w tym miejscu o konkretnych godzinach. Kwestia godzin jest dyskusyjna, natomiast pomysł tabliczki zezwalającej odpinanie psa w danym miejscu jest zdecydowanie lepszą i tańszą dla miasta opcją.

W trakcie dyskusji pojawił się również problem biegających psów, nad
którymi ich opiekunowie nie mają żadnej kontroli. Osoby nieodpowiedzialne i niepotrafiące wychować swojego psa są winne
rosnącym ograniczeniom swobody psiarzy i częstej krytyce trzymania
psów w miastach.
Pomysłem trudnym do zrealizowania acz moim zdaniem możliwym jest wprowadzenie czegoś w rodzaju uprawnienia do min. odpinania psa ze smyczy po ukończonym kursie organizowanym przez UM i kończącym się zdanym egzaminem. Pomysł podobno był realizowany kiedyś we Wrocławiu ale umarł śmiercią naturalną.
Wrocławiacy, wiecie coś na ten temat?   Kolejną poruszoną kwestią była dostępność przeszkód agility w parkach. Osoby niezaznajomione z psimi sportami nie bardzo są świadome tego, jak wielką krzywdę można psu zrobić. Treningi agility wymagają szerokiej wiedzy na temat rozgrzewki, prowadzenia treningu i przyzwyczajania psa do przeszkód. Nieświadome ćwiczenia z psem mogą skończyć się poważnymi kontuzjami, urazami a takżenaruszyć zaufanie psa do opiekuna.

Rozmowa była również na temat psich toalet, i ich zbędności w parkach i
niezbędności w centrum miasta. Żyjąc w kraju absurdu nie dziwi nas raczej widok psiej toalety w środku parku. Szkoda, że urzędnicy miejscy nie pomyśleli o tym, że takie toalety o niebo bardziej są potrzebne w centrum miasta, gdzie dostępność trawników jest bardzo mała.

Spotkanie z czasem całkowicie odbiegło od założonego tematu dyskusji i wkrótce po omówieniu kwestii psów w mieście usiedliśmy w kole i dyskutowaliśmy min. o zapobieganiu bezdomności, fundacjach i schroniskach. Było nas niewiele ale każdy z nas miał coś do powiedzenia i ogromną wiedzę. Uważam, że spotkanie było szalenie rozwijające dla nas wszystkich. Odbyło się w gronie bardzo sympatycznych i rozsądnych ludzi, oby więcej takich w Łodzi!

Nie zostawiaj psa pod sklepem! I kropka.

Jakiś czas temu na pewnym portalu opublikowano list osoby, która przejęła się
losem pewnego zmarzniętego psa, długo czekającego na swojego właściciela pod
sklepem. 


Ku mojemu zdziwieniu, komentarze osób (również tych deklarujących swoją ogromną
sympatię do psów) były negatywne w stosunku do autorki listu. Większość z tych
osób uznało że na świecie są większe problemy, że zostawianie psa pod sklepem
to nic złego i nie należy przesadzać. Ale czy na pewno?

Bo moim zdaniem psa
pod sklepem się nie zostawia,
podobnie jak nie zostawia się małego dziecka,
ani roweru bez zabezpieczenia. Nie i koniec. Dlaczego nie ufamy społeczeństwu
na tyle, by zostawić bez zabezpieczenia rower, a ufamy na tyle by zostawić
nasze ukochane zwierze samo?


Pal licho jeszcze zostawienie na sekundę psa pod osiedlowym sklepikiem (do
takiego zazwyczaj znajoma sprzedawczyni wpuści nas z psem) ale pod dużym
sklepem z ogromnymi kolejkami?

Wiele osób bagatelizuje lub w ogóle nie dostrzega problemu,
ale on istnieje i trzeba mówić o tym głośno.




Stres, strach, agresja

Pies zostawiony sam, z ograniczoną przez smycz możliwością ucieczki a w dodatku
ruchliwym miejscu odczuwa niewyobrażalny stres. Trzeba pamiętać że zwierzę nie
rozumie czemu zostaje samo, gdzie poszedł właściciel i czy w ogóle wróci.
Dodatkowo często jest zaczepiany przez obce osoby co potęguje jego strach. Pies
bojący się może być agresywny, może ugryźć kogoś kto bezmyślnie będzie chciał
go pogłaskać. Kto odpowiada za taki wypadek? Oczywiście my, bo to my zostawiamy
psa bez naszego nadzoru. Pewnie ktoś powie, że można założyć kaganiec. Owszem,
można. Ale wtedy pojawia się inna kwestia, jaką mamy pewność że do naszego psa
nie podbiegnie jakiś inny, zabłąkany, puszczony samopas, agresywny pies i go nie
zaatakuje? Żadnej. Zostawiając naszego podopiecznego narażamy go na mnóstwo
czynników zewnętrznych, i pozostawiamy go kompletnie bezbronnego.




Kradzieże

Nie wierzysz że kradną psy? Poszukaj w Internecie ogłoszeń, mnóstwo z nich
zaczyna się w ten sposób: „dnia i tego i tego, spod sklepu takiego i takiego,
przy ulicy takiej i takiej skradziono psa”. Rasowy, młody albo po prostu ładny.
To bez znaczenia, smycz bardzo łatwo odwiązać od słupka.
 

Dla nas wielka tragedia, dla złodzieja łatwa zdobycz. Takiego psa może
sprzedać, użyć w pseudohodowli albo po prostu zatrzymać. Przy odrobinie
szczęścia uda nam się odnaleźć naszego przyjaciela, ale w większości przypadków
okazuje się to niemożliwe.




Żarty

Niewinne, pozbawione możliwości ucieczki psy padają ofiarami niewybrednych
żartów. Gdyby nie opowieści na forach internetowych, w życiu nie wpadłabym na
to, ze ktoś może coś takiego zrobić. Przykład? Pewnej dziewczynie odwiązano
spod sklepu psa, i przywiązano go pod innym kilka ulic dalej. Przez pół dnia
zrozpaczona szukała swojego podopiecznego, i była przekonana że go skradziono.
A pies? No cóż, pół dnia siedział pod innym sklepem, przerażony. Chyba nikt z
nas nie chce zapewnić sobie i swojemu psu takich przeżyć.


Niestety „kreatywność” ludzi na tym się nie kończy – straszenie, denerwowanie,
zdejmowanie kagańca, odpinanie smyczy. To wszystko może się stać kiedy my
będziemy robić zakupy, wychodząc możemy nawet nie mieć pojęcia, że coś takiego
się działo. O dziwo, bardzo często starsze osoby „litują” się w ten sposób nad
biednym zwierzakiem.





 Wyjście do sklepu? Tak, ale bez psa! Miejmy wyobraźnię, nie narażajmy naszych psów
na tego typu doświadczenia. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego niektórzy
koniecznie muszą załatwić dwie sprawy z jednym zamachem – spacer i zakupy. Nie
bądźmy leniwi, organizujmy sobie lepiej czas, a wtedy nie będzie potrzeby
chodzenia na zakupy z psem.

Papier zwany rodowodem

Ponad rok temu niczym grzyby po deszczu wyrosły liczne
stowarzyszenia zrzeszające hodowców psów, prawdopodobną przyczyną tego zjawiska
była zmiana prawa mówiąca o tym, że hodowane mogą być psy w hodowlach
zarejestrowanych w stowarzyszeniach je zrzeszających.

Nie wiedzieć czemu, wielu osobom zajmującym się wcześniej
niezarejestrowaną hodowlą żaden z istniejących związków nie przypadł do gustu,
dlatego w bardzo krótkim czasie powstało wiele nowych.


W chyba najbardziej komentowanym i budzącym największe emocje wpisie „
Legalni
pseudohodowcy
” padło wiele negatywnych opinii na temat starszych związków,
powstałych na długo przed styczniem 2012 roku które można przeczytać. Wśród
nich znalazły się zarówno wartościowe informacje, jak i komentarze typu „jakby
tobie ktoś zakazał mieć dzieci to byłabyś szczęśliwa?”.


Dziś, podsumowując rok działania naszych najświeższych stowarzyszeń pragnę
opublikować ich listę.

Klub Hodowców Rasy
Owczarek Niemiecki KHRON


http://khron.prv.pl

Stowarzyszenie
Właścicieli Kotów i Psów Rasowych


http://swkipr.pl

Polskie
Stowarzyszenie Psa Przyjaciela


http://www.pspp.com.pl

Stowarzyszenie
OSWPiKR

Ogólnopolskie
Stowarzyszenie Psa Rasowego Kennel Club


http://kennelclub.pl

Klub Hodowców
Rasowych Psów I Kotów

Ogólnokrajowe
Stowarzyszenie Psa i Kota Rasowego PROTECTION

Polski Klub
Miłośników Psów Rasowych

Stowarzyszenie Hodowców
Psów rasowych “AS”


http://www.stowarzyszenieas.pl

STOWARZYSZENIE
WSPIERAJĄCE WŁAŚCICIELI ZWIERZĄT RASOWYCH SWWZR


http://swwzr.pl

FanClub Owczarka
Niemieckiego


http://www.onfanclub.pl/

Inowrocławskie
Stowarzyszenie Psa i Kota Rasoweg

Stowarzyszenie Klub
Psa i Kota Rasowego-Ogólnokrajowa Organizacja Społeczna


http://www.psiakikociaki.com.pl



OGÓLNOPOLSKIE
STOWARZYSZENIE PSA RASOWEGO “KENNEL CLUB”


Na dowód tego, że owe stowarzyszenia hodują psy rodowodowe
załączam dowód:

Co się zmieniło? Brak danych od teraz mamy udokumentowany na
papierze.