O nas



Nazywam się Faustyna Maciejewska i jestem trenerem psów. Od ponad 15 lat aktywnie uczestniczę w licznych kursach i seminariach rozwijając swoje kompetencje, by móc dzielić się z Wami swoją wiedzą i doświadczeniem.
Na co dzień pracuję z psami sportowymi – jestem zawodniczką agility, rekreacyjnie trenuję dogfrisbee. 

Moje drogi z psami krzyżują się od zawsze. Wychowałam się wśród psów i nigdy nie doświadczyłam życia bez psa u boku. Wszystkie moje zainteresowania i pasje zwykle łączyły się z nimi, lub właśnie one były ich motorem napędowym – fotografia, tworzenie grafiki komputerowej czy stron internetowych. Zatem nic zaskakującego że powstał ten blog, a następnie szkoła dla psów pod tą samą nazwą – Zdaniem Psa.



Trenuję agility, a także rekreacyjnie frisbee i obedience. Od czasu do czasu pojawiamy na jakimś treningu pasterskim, ponieważ to właśnie do owczarków moje serce zabiło mocniej i ogromną przyjemność sprawia mi obserwowanie mojego psa w dziedzinie do której ma naturalne predyspozycje. Często uczestniczę na wszelkiego rodzaju seminariach. Miałam przyjemność uczyć się od czołowych zawodników agility, frisbee a także sztuczek, czy prawidłowego prowadzenia psa sportowego. Ciągły rozwój i nauka daje mi dużo radości, bo po prostu uwielbiam to robić. Pasja pozwala mi poznawać fantastycznych ludzi z podobnymi zainteresowaniami, ale przede wszystkim mądrze prowadzić i dbać o psy z którymi mam przyjemność pracować.

Kurs "Instruktor Szkolenia Psów" Psia Wachta
Semiarium z Paulą Gumińską
 - psy sportowe
Seminarium z Joanną Korbal - dogfrisbee
Seminarium z Anną Radomską - dogfrisbee
Seminarium z Lucie Kotaskova - agility
Seminarium z Olą Gronek - agility
Seminarium z Iwoną Gołąb - agility
Seminarium z Beatą Luchowską - agility
Obóz szkoleniowy z Moniką Rylską - agility
Obóz szkoleniowy z Moniką Palacz - agility
Obóz szkoleniowy z Joanną Bohdziun - posłuszeństwo
Seminarium z Patrycją Kowalczyk - sztuczki
Seminarium z dr inż. Anną Budny-Walczak - żywienie psów sportowych

Zawody Agility Poczernin 17.02.2018 - lokata 4/22

Od 2014 roku współtworzę łódzki klub sportów kynologicznych Dynamite Dogs, oraz zajmuję się szkoleniem psów i edukowaniem ludzi w tej tematyce. 

Czerpię mnóstwo siły i satysfakcji mogąc rozwijać ludzko-psie teamy i pomagając im stworzyć piękną więź i przyjaźń, opartą na szacunku i zrozumieniu. Traktuję to jak misję, do której dostałam z jakiś niezbadanych przyczyn powołanie.

O blogu słów kilka…

 

Zdaniem Psa zaistniało w sieci w 2010 roku za sprawą przesympatycznego, biszkoptowego labradora o imieniu Lary, który jest duszą tego bloga. I choć go ze mną już nie ma, nadal jest inspiracją tego miejsca i zostawił tutaj wiele pamiątek po sobie, a także stał się symbolem tego bloga – naszym logiem.

Wcześniej publikowałam swoje teksty na nieistniejącym już portalu Onet Pies. Były często nagradzane i chętnie czytane, co popchnęło mnie w kierunku założenia swojego kawałka internetu, bym mogła gdzieś dać ujście mojej szalonej potrzebie pisania i dzielenia się doświadczeniami.

Zapragnęłam publikować treści praktyczne, niekoniecznie będące stricte pamiętnikiem, niosące odpowiedzi wszystkim miłośnikom psów stającym w obliczu wielu pytań i wątpliwości. Ja też miałam mnóstwo pytań i wątpliwości na które szukałam odpowiedzi. Zostałam za to doceniona. Dyskusje pod wpisami były bardzo intensywne, a moje teksty były przekazywane dalej i dodawane jako forma odpowiedzi na różnych psich grupach, co mnie niesamowicie cieszyło. Dawało mi to dużo satysfakcji i mocnego kopa do działania.

Dlaczego Zdaniem Psa? 

...bo psie zdanie powinno być dla nas najważniejsze.


Wiele lektur, a także moje własne doświadczenie pokazało mi, że pies to istota która świetnie nas czyta i rozumie. Zdecydowanie powinny dostać za to piątkę z plusem, albo jakąś psią pokojową nagrodę Nobla za znoszenie naszej ignorancji. Psy spośród wszystkich zwierząt na świecie są nam najbliższe i dają z siebie wszystko, by nas zrozumieć. Wystarczy popatrzeć na ich czujne oczy, skupiony wzrok i przekrzywiającą się na bok głowę gdy do nich mówimy, a one starają się rozszyfrować nasze słowa. Dlatego uważam, że tak niewiele a zarazem tak wiele jesteśmy im winni – zrozumienie. Tylko tak zbudujemy więź opartą na porozumieniu, będącą czymś totalnie naturalnym i wolnym od konstruktywizmów społecznych. To ogromny dar który zbliża nas do natury i ściąga z nas ciężar codzienności. Należy ten dar docenić.

Dawno, dawno temu… czyli jak to właściwie się zaczęło

Moim pierwszym psem był biały jak śnieg pudelek miniaturowy o imieniu Najka. Była w domu jeszcze przed moimi narodzinami i towarzyszyła mi od pierwszych chwil życia. Żyła 17 lat i nauczyła mnie delikatności i szacunku wobec zwierząt.

Kolejnym moim psem był Ajs. Niewielki, czarny mix sznaucera o nieposkromionej sierści. Choć urodą bliżej mu było do szczotki do mycia butelek niż do sznaucera, miał w sobie wiele uroku. Przyniosła go moja mama, bo bardzo marzyłam o własnym psie, którego wychowam od szczeniaka. Ajs mnie bardzo wiele nauczył. Miał ogromne problemy z agresją i panowaniem nad emocjami, a ja byłam tylko dzieckiem. Był istnym koktajlem Mołotowa i niewiele było trzeba, by go odpalić. Mimo tego, że dał mi wiele bolesnych lekcji obycia z psem i umiejętność obserwacji najsubtelniejszych sygnałów ostrzegawczych, to w tym całym szaleństwie był wiernym towarzyszem dziecięcych zabaw. Jego niewielkie rozmiary i zwinność uczyniły go idealnym kompanem wypraw. Właził za mną niemal wszędzie!

W międzyczasie pojawił się w naszym domu Lary. Wyproszony, wyczekany biszkoptowy labrador retriever. Czekałam na niego ponad 10 lat! Przybył do naszego domu gdy miał 6 miesięcy i otworzył przede mną drzwi do prawdziwej kynologii, o czym niesamowicie marzyłam. Z nim stawiałam pierwsze kroki w takim prawdziwym, profesjonalnym szkoleniu psów, z nim również jeździłam na nasze pierwsze w życiu wystawy. Prowadziłam mu profil na forum o labradorach i dogomanii, gdzie poznałam mnóstwo wspaniałych osób. Spędziłam z nim niepoliczalnie wiele pięknych chwil. To właśnie z jego powodu zaczęłam pisać tego bloga. Lary był fantastycznym, zrównoważonym psem. Kochał wodę i zawsze miał dobry humor. Choć był strasznie uparty i miał swoje zdanie na każdy temat, to bardzo lubił uczyć się nowych rzeczy mimo, że nie zawsze rozumiał czego od niego oczekuję. Był to pies o małym rozumku, ale ogromnym sercu! Jest dla mnie wzorem idealnego labradora, dokładnie tak wyobrażałam sobie życie z psem tej rasy u boku i teraz każdego labradora porównuję do niego. Jego uroda również była zachwycająca. Spędziliśmy razem cudowne niemal 10 lat. Jestem ogromnie wdzięczna losowi, że miałam przyjemność mieć u swojego boku tak wspaniałe stworzenie.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o Larym, przeczytaj wpis “Wspomnienie Larego”.

Gdy Lary był w kwiecie wieku, a mianowicie miał 6 lat, w naszym domu pojawiła się Ziva. Suczka rasy border collie, koloru blue merle tricolor. Ziva z całą pewnością jest psem pochodzącym z zupełnie innej planety niż był Lary. Jeżeli myślałam, że wiem dużo o psach, to udowodniła mi, że muszę się jeszcze wiele nauczyć. I nauczyła mnie.
Emocje Larego były pokryte grubą, betonową powłoką. Ciężko było się przebić do środka, a tym bardziej go urazić. Mogłam się zdenerwować, mogłam na niego krzyknąć bez najmniejszych konsekwencji dla naszej relacji. Po prostu się tym nie przejmował. Nakładana na niego presja? Nie zauważał, bo nie było takiej presji która mogłaby zrobić na nim wrażenie. Natomiast Ziva to pies, który wyjdzie z pokoju gdy usłyszy cicho wypowiedziane pod nosem przekleństwo. Nasze początki nie były łatwe. Ziva jest psem bardzo wrażliwym, lękliwym i jak na border collie dość niezależnym. Potrzebowała zupełnie innego podejścia niż Lary. I chwilę zajęło zanim to zrozumiałam. Nauczyła mnie opanowania, kontrolowania swoich własnych emocji i pokazała mi, że oczekiwania względem psa (a biorąc border collie z planami sportowymi oczekiwania bywają bardzo wysokie) mogą utrudniać zbudowanie więzi i niszczyć relacje z psem.
W efekcie obie jesteśmy bardziej zrównoważone, stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami i wspaniałym teamem. Rozumiemy się doskonale w życiu jak i na torze agility. Ona wybacza mi moje błędy i wie, kiedy się mylę, a nawet potrafi to naprawić. Ja natomiast z pełni akceptuję i szanuję to, jaka jest. Stawiam jej komfort i dobre samopoczucie na pierwszym miejscu.

Tyle o nas. Być może w przyszłości do naszej rodziny dołączy kolejny członek i stanie się inspiracją do kolejnych przemyśleń, którymi podzielę się z Wami na blogu 🙂

Faustyna Maciejewska

szkolenie psów w Łodzi